Psie PrzedszkolePies TowarzyszPies ObronnySuper PiesSzkolenie IndywidualneKursy Zawodowe

Czy pies chce nas zdominować? Czy tworzymy stado razem z psami? Czy trzeba być agresywnym wobec psa?

Chciałbym Wam pokazać jak bardzo można się mylić co do teorii, które są powielane przez ludzi,

dla których edukacja na temat szkolenia, zachowania, udomowienia psa zakończyła się w ubiegłym wieku.

Poniżej prawda o kwalifikacjach treserskich. Jak to jest z tym rodowodem i po co nam rodowód? 


Odkrycie, że w sforze wilków obowiązuje hierarchia, doprowadziło do tego, iż wszelkie zachowania psa w stosunku do człowieka objaśnia się poprzez rzekome dążenie zwierzęcia do zajęcia dominującej pozycji w domowej hierarchii. Pomysł bardzo się spodobał i zyskał szerokie grono zwolenników. Pies jest nieposłuszny dlatego, że właściciel nie pokazał mu, kto rządzi. Żeby sobie z nim radzić, musisz być w domowej sforze osobnikiem alfa. Według tej teorii pies spędza bezsenne noce na obmyślaniu sposobów, jak zdominować właściciela – ten więc powinien zachowywać nieustanną czujność, aby nie utracić swojej pozycji. Niestety, koncepcja ta jest też usprawiedliwieniem dla stosowania kar i przemocy.

To teoria bardzo wygodna dla właściciela, bo – dzięki swej prostocie – zwalnia go z obowiązku zapoznania się z innymi koncepcjami szkolenia psów. Pomysł, że pies pierwszy wybiega przez drzwi albo ciągnie niemiłosiernie na smyczy, by w ten sposób pokazać właścicielowi, że nad nim dominuje, jest zwyczajnie śmieszny. Teoria dominacji jest tak głęboko zakorzeniona w umysłach wielu właścicieli, że nawet niewinne zachowania wyrażające uległość, jak podskakiwanie lub próby polizania po twarzy, uważane są przez nich za przejawy dominacji i odpowiednio surowo traktowane. Jest to dobry przykład na to, jak łatwo przyjmuje się mało prawdopodobne wytłumaczenia, zanim wykluczy się te całkiem oczywiste. Pies gryzie meble nie po to, żeby cokolwiek demonstrować, ale dlatego, że z jego punktu widzenia świetnie nadają się do gryzienia. Nie jest posłuszny, bo nie wie, czego od niego chcą, nie jest wystarczająco zmotywowany albo akurat w tym momencie coś zainteresowało go bardziej, choćby przebiegająca po drzewie wiewiórka.

Psa można uczyć na dwa różne sposoby – korzystając z bodźców negatywnych (kontrola awersyjna) albo z bodźców pozytywnych. Pierwsza metoda w warunkach doświadczalnych wygląda następująco: jeśli u zwierzęcia, po przywołaniu go, zastosować nieprzyjemny bodziec (na przykład lekki wstrząs elektryczny) i wyłączyć ten bodziec natychmiast, gdy zwierzę podejdzie, to zapamięta, że działanie bodźca ustaje po wykonaniu komendy. W codziennej praktyce rolę takich bodźców spełnia szarpanie smyczą, uderzenia gazetą i tym podobne. Nie ma to wszystko nic wspólnego z dominacją, podległością i innymi tego rodzaju nonsensami.

Inaczej wygląda sprawa uczenia za pomocą bodźców pozytywnych. Jeśli pies wie, że za przyjście po przywołaniu czeka go smakołyk, przynajmniej w jednym przypadku na pięć, to przyjdzie zaraz po usłyszeniu komendy. Utrwala się silna reakcja na określoną komendę, i to bez uciekania się do kar i bodźców negatywnych. Także i w tym przypadku kwestie dominacji nie mają nic do rzeczy. Gdy ludzie skarżą się, że pies chce ich zdominować, co przejawia się poprzez odmowę wykonywania poleceń albo próby grożenia lub nawet gryzienia, to możemy mieć do czynienia z dwoma różnymi problemami. Być może pies rzeczywiście postrzega siebie jako dominującego nad właścicielem, ale równie dobrze może uważać się za najniżej stojącego w hierarchii, tylko że nie ma dostatecznej motywacji, by być posłusznym, a gryzie ze strachu. Są też psy, które uznają się za dominujące, ale w szkoleniu są prawdziwymi gwiazdami i nigdy nikogo nie ugryzły.

Jeśli problemem jest posłuszeństwo, to można sobie z nim poradzić, posługując się warunkowaniem instrumentalnym (operacyjnym). Jest to skuteczny środek modyfikacji zachowania. Nie ma potrzeby uciekania się do koncepcji dominacji w przypadku, gdy pies nie przychodzi na wołanie, jeśli wcześniej nie został uwarunkowany, aby to robić. Możesz go do woli chwytać za kark (jak każą zwolennicy teorii dominacji), a on i tak nie będzie przychodził, skoro zachowanie to nie zostało uwarunkowane i utrwalone. Chwytanie za kark, przygniatanie do ziemi i wyprzedzanie w drzwiach nic nie pomoże; pies i tak ugryzie, gdy zostanie przekroczony próg reakcji.
Popularność teorii dominacji jest tylko jednym z dowodów na to, że w świecie miłośników psów dyscyplina intelektualna i chęć uczenia się nie są zbyt popularne.

Moja ulubiona bajka to ta o wyprzedzaniu w drzwiach. Kto w ogóle wymyślił, że przepychanie się w drzwiach może mieć dla psa jakiekolwiek ukryte znaczenie, nie mówiąc już o chęci dominacji? Pies stara się jak najszybciej wyjść z domu po to, żeby czym prędzej doświadczyć wszystkich atrakcji związanych z wyjściem na spacer, bo jest podniecony, bo jest psem, bo nikt mu nigdy nie pokazał, że nie powinien tak robić. I to wszystko...

Zamiast powtarzać w kółko „dlaczego, dlaczego, dlaczego?” pies coś robi (albo czegoś nie robi), zamiast snuć teorie o dominacji, lepiej zastanowić się, czy nie chodzi o którąś z następujących przyczyn nieposłuszeństwa:

1. W otoczeniu znajduje się silniejszy bodziec.

2. Nikt nigdy nie uczył psa, że ma się zachowywać inaczej.

Teoria dominacji stała się tak modna, że całe rzesze szkoleniowców i właścicieli są przekonane, że wystarczy tylko zdominować psa, a wszystko samo się ułoży. W praktyce oznacza to, że wiele psów traktowanych jest brutalnie, co zazwyczaj tylko wzmaga istniejące problemy, bo pies ucieka lub gryzie, żeby uchronić się przed ostrym podejściem. W dodatku szkoleniowcy nie zaprzątają sobie głowy takimi rzeczami, jak prawidłowe warunkowanie psa czy zapewnienie odpowiednich warunków szkolenia. W rezultacie psy są niedostatecznie wyszkolone i dalej mogą służyć za dowód na teorię dominacji.

To oczywiście nie znaczy, że psy nie mają skomplikowanego zespołu rytualnych zachowań służących ustaleniu hierarchii. Ale też doskonale widzą w nocy, a nikt nie proponuje, żeby – w razie nieposłuszeństwa lub gryzienia – operować im oczy, bo to powinno pomóc. Teoria dominacji zwyczajnie nie sprawdza się w szkoleniu, a tym bardziej w korygowaniu niepożądanych zachowań typu nieposłuszeństwo czy agresja. Ludzie, którzy w szkoleniu wykorzystują kontrolę awersyjną i teorię dominacji, osiągnęliby z pewnością lepsze rezultaty, zapoznawszy się z psychologiczną teorią uczenia się, a jeszcze lepiej, gdyby w ogóle zrezygnowali z kontroli awersyjnej, czyli stosowania nieprzyjemnych bodźców, na rzecz innych metod, takich jak warunkowanie instrumentalne. Teoria dominacji jest po prostu niepotrzebna. Co więc wiemy naprawdę o psach?

Jean Donaldson

Po pierwsze badania m.in. R. Coppingera wykazały w sposób dość jednoznaczny, że psy domowe nie tworzą stada. Tak więc Twój pies wcale nie ma zamiaru przewodzić Twojej rodzinie, ani być "osobnikiem alfa". Pokutująca niestety do dzisiaj przestarzała teoria dominacji powoduje powstawanie pomiędzy człowiekiem i psem układu konfrontacyjnego, który rodzi niepotrzebne napięcie i zdenerwowanie. Zamiast zastanawiać się czy coś co robi pies jest przejawem dominacji - lepiej nauczyć go robienia tego, czego sobie życzysz.

W stadach wilków dominujące osobniki (para ALFA) są jedynymi, które się rozmnażają oraz dbają o to, żeby stado miało co jeść. Twój pies ani nie ma zamiaru się z Tobą rozmnażać, ani nie zacznie nagle zarabiać na życie rodziny (też żałuję!).

Teoria dominacji, która tłumaczy wszystko - począwszy od zachowań agresywnych po skrajnie uległe - tak naprawdę nie tłumaczy niczego. "Dlaczego pies gryzie - bo mnie dominuje. Dlaczego pies dominuje? - bo mnie gryzie". Takie wyjaśnienie po prostu niczego nie daje. To błędne koło.

Zamiast zatem sięgać po uniwersalne pseudowyjaśnienie jakim jest teoria dominacji, spróbuj zastanowić się nad zachowaniami swojego psa inaczej:

- dlaczego pies wymusza spacery i uwagę? - bo się nudzi

- dlaczego zwiewa z ukradzionymi rzeczami? - bo to fajna zabawa jest. Zabawa w berka należy do ulubionych zabaw psów.

- dlaczego nie słucha innych domowników oprócz Ciebie? - ponieważ z nimi nie pracuje i nie wie, że opłaca się ich słuchać.

A zatem co możesz zrobić? Skoro wiesz jak pracować z psem i uczyć go różnych zachowań, to zostań trenerem swoich domowników. Niech oni też popracują z psem, np. nad komendą "oddaj", po której pies dostaje wspaniałą nagrodę w zamian za oddaną rzecz. Gdy pies przebywa długo w domu daj mu jakieś zajęcie - choćby obgryzanie kości, żeby się nie nudził. Im więcej Twoi domownicy będą pracować z psem i bawić się z nim - tym bardziej pies będzie ich słuchał, bo to mu się po prostu opłaci.

Jacek Gałuszka


Jeśli jesteś agresywny, twój pies też taki będzie...

ScienceDaily (Feb. 18, 2009)
"— W nowym sondażu przeprowadzonym w ciągu roku na University of Pennsylvania wśród właścicieli psów, którzy stosowali  metody konfrontacyjne lub awersyjne w treningu ich psów, badacze weterynarze wykryli, że większość tych zwierząt pozostanie agresywna, dopóki nie zmieni się technika ich uczenia."
"To badanie, opublikowane w lutowym Applied Animal Behavior Science pokazuje też, że używanie nieawersyjnej lub neutralnej techniki treningu, takiej jak dodatkowe ćwiczenia lub nagradzanie, wyzwala bardzo mało reakcji agresywnych."
"“W całym kraju, No. 1 wśród powodów zgłaszania się ze zwierzęciem do behawiorysty weterynarza, są problemy z opanowaniem zachowania agresywnego,” twierdzi Meghan E. Herron, wiodący autor tego badania. “Nasze badanie wykazało, że wiele technik konfrontacyjnych treningu, czy będzie to wpatrywanie się psu w oczy, uderzanie go lub stosowanie wobec psa zastraszania manipulacją z wykorzystaniem przewagi fizycznej niewiele wnosi dla poprawy niewłaściwego zachowania, a może wyzwolić agresywne reakcje.”"
"Grupa z wydziału weterynarii w Penn (the School of Veterinary Medicine at Penn) sugeruje, że weterynarze pierwszego kontaktu dostarczają właścicielom informacji o ryzyku wiążącym się z takimi metodami treningowymi psa  i udostępniają wskazówki i materiały potrzebne do bezpiecznego radzenia sobie z problemami behawioralnymi. Herron, Frances S. Shofer i Ilana R. Reisner, weterynarze z wydziału Badań Klinicznych przy weterynarii w Penn (the Department of Clinical Studies at Penn) stworzyli 30-punktowy zestaw pytań dla chętnych skorzystania z porady wet-behaw w Penn. W tym kwestionariuszu właściciele są pytani, jak dotąd postępowali w przypadku zachowań agresywnych, czy skutek w odniesieniu do zachowania psa był pozytywny, negatywny czy obojętny i czy stosowanie tych metod treningu skutkowało zachowaniami agresywnymi. Właścicieli pytano też o to gdzie nauczyli się stosowanej techniki treningu."
"Ze 140 skompletowanych ankiet wynikało, że najczęściej wymienianą rekomendacją były: "własny pomysł" i "trener". Wiele ze stosowanych metod były to metody konfrontacyjne w typie "uderz lub kopnij psa, który robi coś złego" (43%), "warknij na psa" (41%), "zmuś go siłą, żeby wypuścił to, co ma w pysku" (39%), "przeturlanie alfa"- przymusowe (31%) przewrócenie psa na grzbiet i przytrzymanie, "wpatrywanie się wzrokiem w psie oczy" lub "wpatrywanie aż do skutku" (30%), "zdominowanie przez położenie" - fizyczne przymuszenie psa do przyjęcia pozycji leżącej na boku (29%) i "złap psa za pysk i potrząśnij" [o tego nie znałem! ;-0)] (26%) i skutkowały reakcjami agresywnymi u 25% psów, u których je stosowano. Poza tym psy, które trafiły do szpitala z powodu zachowań agresywnych wobec członków rodziny i znajomych bardziej prawdopodobne było, że zareagują agresywnie na pewne techniki konfrontacyjne niż psy, które hospitalizowano z powodu innych niz agresja zaburzeń behawioralnych.
"“To badanie rzuca światło na ryzyko związane z treningiem opartym na dominacji, popularyzowanym przez TV, książki i techniki treningu oparte na karaniu”, mówi Herron.  “Techniki te wywołują reakcję strachu i mogą prowadzić do agresji skierowanej przeciw właścicielowi.”"
"Przed sięgnięciem po pomoc weterynarza behawiorysty, wielu właścicieli psów próbuje technik modyfikacji zachowań polecanych przez różne źródła. 
Rekomendowane często były te awersyjne techniki, które wylistowano w pytaniach, wszystkie z nich mogące wywołać strach i zachowanie agresywne. Ich powszechne stosowanie wynika być może z pomysłu, że korzenie agresji psów tkwią w potrzebie dominacji w społeczności lub w braku oznak dominacji ze strony właściciela. Ci, którzy zachęcają do tej teorii, sugerują w ten sposób właścicielowi, by on ustanowił dla siebie rolę "alfa" czy przywódcu stada."
"Celem badania weterynarzy z Penn było określenie, jakie są efekty behawioralne i ryzyko technik stosowanych w przeszłości przez właścicieli psów z problemami behawioralnymi."

...przetłumaczone z języka angielskiego. poniżej linki do stron, gdzie znajduje się powyższy tekst w oryginale.

http://www.appliedanimalbehaviour.com/article/S0168-1591(08)00371-7/abstract

http://www.sciencedaily.com/releases/2009/02/090217141540.htm


Prawda o kwalifikacjach treserskich.

Myśle, że poniższa publikacja -"wortalu doradztwa zawodowego", którego patronem jest

Społeczna Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania - pozwala na wstępie wyeliminowanie szkół, które odpowiednich

kwalifikacji do organizowania szkoleń nie posiadają.

          Treser psów

Głównym celem pracy tresera zwierząt jest przygotowanie i przyzwyczajanie zwierząt do określonych zachowań w określonych sytuacjach oraz nauczenie ich posłuszeństwa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Polsce, szkoleniem psów może zająć się każdy bez względu na posiadane wykształcenie. W rzeczywistości jednak, wybierając ośrodek szkolenia, klienci pytają czy prowadzący zajęcia posiada stosowne kwalifikacje. Zawód treser psów figuruje na liście zawodów i specjalności Ministerstwa Pracy pod numerem 612909. Nie ma go natomiast na liście zawodów Ministerstwa Edukacji. Zatem jedynym dokumentem potwierdzającym wykształcenie tresera jest zaświadczenie o ukończeniu kursu treser psów lub zaświadczenie potwierdzające posiadanie kwalifikacji zawodowych w obrębie zawodu treser psów według wzoru MEN (zgodnie z rozporządzeniem MEN z dn.3.02.2006r. w sprawie uzyskiwania i uzupełniania przez osoby dorosłe wiedzy ogólnej, umiejętności i kwalifikacji zawodowych w formach pozaszkolnych, Dz.U. nr 31 poz. 216 z 27.02.2006). Zaświadczenia takie mogą wydawać placówki kształcenia ustawicznego (zarejestrowane, pod kontrolą kuratorium).

Treser psów nie jest zawodem szkolnym, nie ma zatwierdzonego programu, a wiec nie jest wpisany na listę Ministra Edukacji. Zatem w Polsce treser psów nie może otrzymać dyplomu zawodowego ani świadectwa ukończenia szkoły. Oczywiście mówimy tu cały czas o dokumentach potwierdzających wykształcenie wydawanych przez placówki oświatowe.

Funkcjonują także szkolenia i kursy prowadzone jako zwykła działalność gospodarcza, a nie działalność oświatowa (na mocy ustawy o oświacie). Nie podlegają one żadnej kontroli ze strony kuratorium, nie musza posiadać programu nauczania ani odpowiedniej kadry pedagogicznej. Firmy takie mogą sobie wystawiać dowolne "dyplomy" czy "certyfikaty", nikt w to nie ingeruje. Jednak posiadając taki "dyplom" nie można mówić o sobie "treser dyplomowany", bo jest to wprowadzanie ludzi w błąd. Dyplomowana może być np. pielęgniarka czy technik weterynarii, bo to są tzw. zawody szkolne.

Szkolenia prowadzą też niektóre stowarzyszenia i fundacje, wydając przeróżne certyfikaty i "dyplomy", wydawane często na eleganckim papierze lub nie wiedzieć czemu w obcym języku. Prawda jest jednak taka, że tylko dokumenty na drukach MEN są dokumentami oficjalnie uznawanymi przez polski system oświaty.

Uprawnienia ZKwP
Innym popularnym stwierdzeniem spotykanym w reklamach jest "posiadam uprawnienia Związku Kynologicznego...". Związek Kynologiczny jest jednym ze stowarzyszeń. Podobnie
jak inne stowarzyszenia czy fundacje może organizować szkolenia czy rekomendować np. niektóre ośrodki szkolenia. Jednak nadawane przez niego "uprawnienia" nie mają absolutnie żadnej mocy prawnej w Polsce. Są to jedynie wewnętrzne uprawnienia stowarzyszenia, a nie oficjalny dokument potwierdzający wykształcenie.

Specjalista pozorant
Niektórzy "treserzy" uważają, że posiadają wystarczające kwalifikacje by szkolić psy, ponieważ mają certyfikat pozoranta. Jak wiadomo zadania pozoranta są zupełnie inne. Treser psów musi posiadać znacznie większe umiejętności, musi umieć poprowadzić szkolenie indywidualne i grupowe, znać zarówno metody uczenia jak i zasady zaplanowania lekcji, zorganizowania ośrodka szkolenia. Zadania pozoranta są zupełnie inne. Oczywiście, aby być pozorantem trzeba również posiadać odpowiednią wiedzę, ale nie można porównywać tego z zawodem tresera psów. Ogłoszenia typu "zapraszamy na szkolenie psów prowadzone przez dyplomowanego pozoranta" nie wymaga nawet komentarza...

Słynne Sułkowice
Tresurą psów zajmują się też często byli policjanci, którzy ukończyli kurs dla przewodników psów w centrum szkolenia przewodników i tresury psów w Sułkowicach. Choć posiadają pewną wiedzę na temat szkolenia, to jednak nie zostali przygotowani do prowadzenia szkoleń psów, a ponadto nauczeni zostali tam tzw. klasycznych metod szkolenia, opartych na przymusie i karaniu (stosowanie kolczatki, szarpanie psa, brutalne metody), których nie polecam żadnemu właścicielowi psa. Nie chciałabym uogólniać tej opinii, bo na pewno zdarzają się policjanci, którzy przynajmniej próbują stosować nowoczesne metody, ale na pewno brakuje im odpowiedniej wiedzy by móc w sposób prawidłowy realizować takie szkolenie.

Kursy za granicą
Organizacja oświaty w innych krajach wygląda nieco inaczej niż w Polsce, wiec jeśli ktoś kończył kurs tresera za granicą, może posiadać dokument o nazwie certyfikat lub dyplom. Zawsze warto jednak sprawdzić co jest na takim dokumencie napisane, do jakiego zawodu przygotowuje kurs, czy jest to kurs profesjonalny czy amatorski. Często bowiem osoby kończą np. kurs pozoranta, a potem chwalą się, że ukończyli kurs tresera...

W zawodzie tresera istnieje kilka specjalizacji: treser zwierząt cyrkowych, treser zwierząt filmowych i teatralnych, treser psów, treser psów obronnych.
Treser zwierząt cyrkowych uczy zwierzęta wykonywania różnych trików i ewolucji z wykorzystywaniem odpowiednich rekwizytów, przygotowuje zwierzęta i siebie do przedstawienia, a także bierze udział w przedstawieniu.
Do zadań i obowiązków tresera zwierząt filmowych i teatralnych należy: zapoznanie się ze scenariuszem filmowym lub teatralnym, zawieranie umów z producentem, oswajanie zwierząt i uczenie ich zachowań zaprogramowanych w scenariuszu filmowym lub teatralnym, z zastosowaniem metod i zasad wykorzystywanych w tresurze zwierząt i innych, czyli "układanie zwierząt dla potrzeb scen filmowych i teatralnych". Zadaniem tresera psów jest przyzwyczajenie psa do określonych zachowań na rozkaz, uczenie go posłuszeństwa przez zastosowanie indywidualnych i zbiorowych metod treningu.
Treser psów obronnych uczy zwierze określonych zachowań w sytuacjach konieczności obrony ludzi i rzeczy powierzonych mu pod opiekę. Do zadań tresera należy: prowadzenie treningu terenowego, z uwzględnieniem nagród i kar, wykonywanie ustalonych czynności treningowych codziennie i w cyklach (fazach), obserwowanie zachowań i reakcji psa, poskramianie agresji, uporu, lenistwa, poszukiwanie przyczyn tych zachowań; wyciąganie wniosków z przebiegu treningu, ocena jego skuteczności i ewentualna korekta, stosowanie elementów psychologii w metodach treningowych, zapewnienie zwierzęciu odpowiedniego żywienia, należytej pielęgnacji i higieny, opieki lekarza weterynarii oraz relaksu i odpoczynku.

Źródła:
Rada Główna Szkolnictwa Wyższego
Publiczne Służby Zatrudnienia
Kwartalnik "Kynologia"

poniżej link do strony, gdzie znajduje się powyższy tekst:

http://www.zawod.swspiz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=341&Itemid=82


Jak to jest z tym rodowodem i po co nam rodowód? 

Rodowód. Dla laików jest to snobistyczny papier, służący jedynie do chwalenia się psem. Bzdura! Rodowód jest udokumentowaniem pochodzenia psa, gwarancją czystości rasy, jest czymś w rodzaju dowodu osobistego u ludzi. Czy jest snobizmem posiadanie dowodu tożsamości?!

Niestety, polskie społeczeństwo prezentuje drastycznie żenujący poziom wiedzy o psach. Wokół psów narosło mnóstwo mitów, które nie mają nic wspólnego z prawdą, a są bardzo mocno zakorzenione i przekazywane dalej od lat.

I tu pytanie do laików-dlaczego wiedzę o psach czerpiecie z brukowców, na skwerkach u "pani Zosi od Pikusia" lub z wielu niefachowych stron w internecie? Dlaczego nie zwrócicie się po pomoc do lekarza weterynarii , doświadczonego hodowcy bądź kynologa?

Wracając do tematu: rasowym jest tylko i wyłącznie pies posiadający rodowód. Psy, które go nie posiadają-są jedynie psami w typie danej rasy, mniej lub bardziej ją przypominającymi. Aby pies otrzymał rodowód, a raczej metryczkę uprawniającą do jego wyrobienia, musi być spełniony szereg warunków:

- właściciele suki i reproduktora muszą być członkami Związku Kynologicznego w Polsce, właściciel suki musi mieć zarejestrowaną hodowlę, oczywiście pies i suka muszą posiadać rodowody

- pies reproduktor i suka hodowlana muszą posiadać uprawnienia hodowlane, czyli zaliczyć z odpowiednimi wynikami minimum 3 wystawy, a w wielu rasach także przegląd hodowlany, testy psychiczne i badania na dysplazję stawów biodrowych z wynikami dopuszczającymi do hodowli

- kupując szczenię rasowe, otrzymuje się metryczkę z danymi jego rodziców, oraz imieniem i przydomkiem hodowlanym szczeniaka i numerem jego tatuażu. Na podstawie metryczki można wyrobić pełny rodowód, zawierający dane przodków do IV pokolenia

Od 1992 roku w miotach psów rasowych wszystkie szczenięta, bez względu na ich ilość w miocie oraz bez względu na ich jakość otrzymują metryczki! Jeśli ktoś mówi, że jego pies nie ma rodowodu, bo był siódmy z miotu-opowiada BZDURY!!! Od 18 lat wszystkie szczenięta otrzymują metryczki, a ludzie wciąż wierzą, że należą się one tylko sześciu pierwszym szczeniętom! Szczególnie pseudohodowcy upodobali sobie nabieranie ludzi na ten mit, a nabywcy dają się na to nabrać, czyli zwyczajnie dają się oszukać! Metryczki otrzymują także szczenięta z wadami dyskwalifikującymi je z hodowli i wystaw-np. wady zgryzu, nieprawidłowe umaszczenie, załomek na ogonie, wnętrostwo...(genetyka i zasady dziedziczenia mają to do siebie, że dotyczą wszystkich organizmów żywych, bez względu na to, czy są one rasowe, czy też nie).

Nie ma psów rasowych bez rodowodu! Pies albo ma rodowód i jest rasowy, albo go nie ma i jest psem w typie rasy. Ciekawostką jest, że np. we Francji istnieje ustawowy zakaz nazywania psów bez rodowodów psami rasowymi. Nazwą rasy można określać jedynie psy posiadające rodowody. Reszta to psy w typie danej rasy. Jest to bardzo uczciwe wobec nabywców, którzy z góry wiedzą, na co się decydują i nikt ich nie okłamie, sprzedając im psa rzekomo rasowego, który jednak nie ma rodowodu...

Kompletną bzdurą jest także, jakoby psa rasowego koniecznie trzeba było wystawiać! Nie! Pies rasowy może być pokazywany na wystawach, ale wcale nie musi. Decyzja należy tylko i wyłącznie do właściciela! No, chyba, że ktoś kupił psa od hodowcy, który z góry zastrzegł, że sprzedaje szczenięta tylko przyszłym wystawcom, ale to zupełnie inna kwestia.

Nieprawdą jest także, jakoby pies rasowy kosztował majątek! Ceny w hodowlach są bardzo zróżnicowane, a rasowego psa można mieć często za podobną cenę, jaką żądają za swoje kundelki handlarze na giełdach. Poza tym ktoś, kto nie planuje wystaw, zawsze powinien powiedzieć o tym hodowcy, a wtedy ten pomoże wybrać szczeniaka, tzw. peta-psa do kochania, który nie rokuje zbytnich nadziei na karierę wystawową (np. ma źle osadzone uszy lub ogon, jest drobny lub ma inne drobne wady). Taki pies będzie zdecydowanie tańszy niż jego dobrze rokujące wystawowo rodzeństwo, ale oczywiście otrzyma metryczkę i będzie można wyrobić mu rodowód.

I jeszcze jedna ważna kwestia. Hodowcy i pseudohodowcy...Hodowca przede wszystkim musi być członkiem Związku Kynologicznego w Polsce lub innej organizacji kynologicznej. Zna wzorzec rasy z najdrobniejszymi jego szczegółami i zna wszystkie czołowe psy danej rasy, zna ich rodowody, osiągnięcia. Starannie socjalizuje swoje szczenięta, prawidłowo je żywi, zapewnia im bodźce, dba o ich zdrowie. Dbałość o zdrowie nie ogranicza się jedynie do odrobaczenia i zaszczepienia. Hodowcy idą dalej, badają swoje psy pod kątem chorób dziedzicznych, żeby zminimalizować ich występowanie w populacji. Oprocz obowiązkowego w wielu rasachbadania na dysplazję, wykonują także szereg kosztownych badań nieobowiązkowych (np. ataxia u amstaffów, L2HGA u staffordshire bull terrierów, badanie słuchu u bull terrierów i kilku innych ras, badania serca, badanie oczu na PRA, badanie na dysplazję stawów łokciowych).

Każdy szanujący się hodowca bada szczegółówo swoje psy, nie bacząc na koszty-a te są niemałe, bo nawet kilkaset złotych za badanie jednego psa, przy czym próbki niektórych badań muszą być wysyłane do laboratoriów zagranicznych.

Pokażcie mi pseudohodowcę, który będzie się bawił w takie badania! Czy kupując psa na bazarze, będziecie mogli liczyć na pomoc pseuducha, kiedy pies zachoruje, czy będzie sprawiał problemy wychowawcze? Czy wiecie, kim jest ten człowiek, który sprzedaje Wam psa? Czy wiecie, w jakich warunkach odchowywany był miot? Czy widzieliście rodziców szczeniąt, ich kondycję, utrzymanie? Czy możecie powiedzieć coś o ich charakterze? Skąd macie pewność, czy miot nie był odchowywany w garażu lub piwnicy, bez kontaktu z bodźcami, innymi zwierzętami i ludźmi? Znane są także przypadki podrabiania pieczątek w książeczkach zdrowia szczeniąt sprzedawanych na bazarach. Okazuje się później, że lekarz figurujący na pieczątce, w rzeczywistości nie istnieje, a szczenię nie było zaszczepione.

Jeśli już koniecznie chcecie kupić szczenię od rozmnażacza-producenta, to wybierzcie takiego, który szczenięta będzie sprzedawał w domu, a nie na targowisku! Szczenię to nie worek ziemniaków, tylko żywe, czujące zwierzę!

Targowisko, giełda czy bazar to najgorsze miejsce na zakup psa. Barbarzyństwem jest sprzedaż szczeniąt z bagażnika czy kartonu, narażając je na hałas, stres, głaskanie i zaczepianie przez tłumy ludzi (szczenię jest narażone na wszelkie choroby wirusowe, gdyż ma nie do końca wykształcony układ odpornościowy! Sprzedawanie zwierząt w takich miejscach to nic innego jak narażanie je na śmiertelne choroby wirusowe!). Szczenięta takie często spędzają całe godziny na mrozie, deszczu lub w upale...

Dobry hodowca, to człowiek, na którego można liczyć na każdym etapie życia psa zakupionego od niego. Dobry hodowca zawsze doradzi, pomoże, podpowie, odpowiednio pokieruje...Nie jest on osobą anonimową.

Wszystkim wahającym się między zakupem psa z hodowli lub od pseudohodowcy zostawiam powyższe słowa pod rozwagę. W razie czego bardzo chętnie służę pomocą-po to właśnie tu jestem!:)

W razie jakichkolwiek pytań walcie jak w dym:) Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

  Autor: Agnieszka-agastaffbull, mgr inż. zootechnik